styl życia,  Medycyna,  Psychologia

Styl życia na receptę

Badania epidemiologiczne nie pozostawiają złudzeń – to nie geny, a styl życia w największym stopniu odpowiada nie tylko za stan naszego zdrowia, ale także za jakość życia. Czy w dobie zabiegów chirurgicznych z wykorzystaniem robotów i terapii genetycznych jest w medycynie jeszcze miejsce na zalecenia odnośnie stylu życia? A może to właśnie ostatni moment, by powrócić do źródła i unikając nadmiernej medykalizacji zaangażować pacjenta do walki o własne zdrowie?

Poważna gałąź medycyny czy “altmed”?

Medycyna stylu życia (ang. lifestyle medicine) to dziedzina medycyny, która w oparciu o dowody naukowe wykorzystuje kompleksowe zmiany codziennych nawyków w celu zapobiegania chorobom, odwracania ich skutków oraz wspierania procesu leczenia. Aktywność fizyczna, dieta, sen, relacje społeczne, stres i używki to główne obszary promowanej zmiany.

Choć codzienne dbanie o zdrowe nawyki to trzon najstarszych odmian medycyny takich jak Tradycyjna Medycyna Chińska czy Ajurweda, z biegiem lat oraz rozwojem farmakoterapii i technik zabiegowych, interwencje oparte na zaangażowaniu pacjenta w dbaniu o własny dobrostan zaczęły ustępować miejsca wygodniejszym i często (choć nie zawsze!) skuteczniejszym tabletkom i zabiegom. W obecnym rozumieniu pojęcie medycyny stylu życia pojawiło się w piśmiennictwie pod koniec lat 80 XX wieku i od tego czasu dziedzina ta zaczęła stopniowo zdobywać popularność. W kolejnych latach na całym świecie zaczęły pojawiać się kolejne publikacje, podręczniki i towarzystwa naukowe m.in.. American College of Lifestyle Medicine (ACLM) i The European Lifestyle Medicine Organization. Stopniowo medycyna stylu życia zaczęła także gościć w aulach uniwersytetów, stając się elementem kształcenia studentów niektórych uczelni medycznych w takich państwach jak m.in. Litwa, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania.

W Polsce medycyna stylu życia zawitała na dobre w roku 2018 – wtedy bowiem wydany został pierwszy polski podręcznik “Medycyna Stylu Życia” (pod redakcją prof. Artura Mamcarza, wyd. PZWL) oraz utworzono Polskie Towarzystwo Medycyny Stylu Życia z siedzibą w Warszawie. Dziedzina zaczęła także prężnie rozwijać się na polu akademickim w oparciu o koła naukowe na uczelniach medycznych (w tym także od ubiegłego roku na naszym rodzimym łódzkim Umedzie!).

Niebieskie strefy i kolorowy talerz

“Blue zones” (z ang. niebieskie strefy) to miejsca na świecie, w których mieszkańcy wyróżniają się szczególnie długim życiem w sprawności i poczuciu subiektywnego szczęścia. Co wyróżnia te regiony? Naukowcy wyszczególnili dziewięć wspólnych dla nich elementów – codzienna naturalna porcja ruchu, poczucie celu w życiu, umiejętność zarządzania stresem, nieprzejadanie się, dieta oparta na warzywach i strączkach, umiarkowane spożycie alkoholu, przynależność do grupy wyznającej podobne wartości, skoncentrowanie na relacjach z bliskimi i otaczanie się ludźmi dbającymi o zdrowe nawyki.

Zamiast pakować walizki z zamiarem przeprowadzki na Sycylię licząc, że ten prosty zabieg pozwoli nam w dobrym zdrowiu dożyć setki, możemy spróbować przełożyć wnioski z tej lekcji na rodzimy (choć na pewno mniej słoneczny) grunt.

Stwierdzenia, że żyjąc zdrowo możemy skutecznie zapobiegać wielu chorobom raczej nikt już nie kwestionuje. Ale leczyć je? Okazuje się, że i w tym zakresie dowodów jest coraz więcej! Badania wskazują, że regularna aktywność fizyczna może być skuteczniejsza niż PCI w odwracaniu stabilnej choroby wieńcowej (Hembrecht et al., 2004), a wraz z dużym spożyciem owoców i warzyw prowadzi do redukcji śmiertelności u kobiet po leczeniu raka piersi (J.Pierce et al., 2008). Interwencje dietetyczne mogą redukować zaburzenia lipidowe ze skutecznością porównywalną do stosowania statyn (Portfolio Diet, 2011) prowadzić do normalizacji funkcji komórek beta trzustki w cukrzycy typu 2 (Lim et al., 2011; DiRECT Trial, 2018). Modyfikacje z zakresu stylu życia wpływają też na redukcję objawów depresyjnych (SMILES Trial, 2017), znacząco zmniejszają ryzyko sercowo-naczyniowe (Lyon Diet Heart Study, 2001; Esselstyn Diet for CAD, 2017; Ornish Lifestyle Heart Trial, 1998), a nawet mogą wpływać na ekspresję genów w komórkach raka prostaty (D. Ornish et al., 2008)

I choć wdawanie się z pacjentem w skomplikowane niuanse proponowanych interwencji rzeczywiście może wydawać się nadmiernie czasochłonne, to wręczenie podstawowych zaleceń żywieniowych do zapoznania się z nimi w domu (jak choćby bardzo dobrze opracowane materiały edukacyjne z Narodowego Instytutu Edukacji Żywieniowej) w zasadzie nie przedłuża czasu wizyty, a zachęca pacjenta do aktywnego wzięcia odpowiedzialności za swoje zdrowie.

Jak żyć panie doktorze?

Nasuwa się jednak pytanie czy w rzeczywistości lekarze mają odpowiednie kompetencje by doradzać pacjentom odnośnie modyfikacji stylu życia i przeprowadzać ich przez proces zmiany, a także wspierać w podejmowanych próbach. W aktualnym systemie kształcenia młodych medyków zajęcia wprowadzające zasady prawidłowej diety, aktywności fizycznej czy higieny snu stanowią raptem kilka godzin w całym kilkuletnim kształceniu. W praktyce lekarze często czerpią wiedzę dotyczącą szerokopojętego “lifestyle’u” i zdrowego stylu życia z tego samego źródła, co ich pacjenci – z kolorowych magazynów, popularnych portali internetowych, celebryckich profili w mediach społecznościowych czy programów śniadaniowych. Ciężko zatem oczekiwać, że będą promowali wśród pacjentów racjonalne, oparte na evidence-based medicine interwencje w ramach medycyny stylu życia. Choć poszczególne towarzystwa naukowe w wydawanych przez siebie rekomendacjach odnośnie leczenia konkretnych jednostek chorobowych formują zwykle zwięzłe zalecenia obejmujące zmianę nawyków, to jednak nie mają one najczęściej praktycznego zastosowania.

Kto bowiem wie co tak naprawdę oznacza zalecana w nadciśnieniu “redukcja spożycia sodu poniżej 3g na dobę”? Nasz statystyczny pacjent zwykle nie ma o tym pojęcia i najczęściej od razu zakrzyknie, że on “przecież wcale nie soli!”, choć regularnie przekracza zalecane normy spożycia sodu codziennie nakładając na talerz przetworzone produkty.

Odpowiedzią na ten problem są studenckie koła naukowe oraz fakultety medycyny stylu życia powstające na kolejnych uniwersytetach, dające studentom możliwość zapoznania się chociaż z podstawowymi zagadnieniami z tego zakresu. Istnieje także program certyfikacji umożliwiający lekarzom i innym specjalistom ochrony zdrowia zdobycie praktycznej wiedzy w temacie profilaktyki chorób cywilizacyjnych i podejście do egzaminu, którego zdanie umożliwia poświadczenie swoich umiejętności międzynarodowym certyfikatem. To wiedza i narzędzia, które przydają się nie tylko w gabinecie lekarskim, ale też przy własnych codziennych wyborach. A badania jasno wskazują, że lekarze, którzy sami dbają o zdrowe nawyki z dużo większym prawdopodobieństwem, będą zalecać je swoim pacjentom!

Oczekiwania a szara rzeczywistość

W idealnym systemie opieki zdrowotnej każdy pacjent mierzący się z chorobą przewlekłą miałby wsparcie specjalistów w zakresie diety i aktywności fizycznej, a także opiekę psychologiczną i dopasowane do potrzeb interwencje obejmujące redukcję stresu, wzmacnianie relacji społecznych, budowanie nawyków dotyczących higieny snu czy profilaktykę lub terapię uzależnień.

Niestety, w praktyce dostęp do specjalistów jest niekiedy na tyle utrudniony, że całość edukacji zdrowotnej spada na lekarza prowadzącego, który w kilkunastominutowej wizycie musi zebrać wywiad, zbadać pacjenta, przeanalizować dotychczasowe postępowanie, zmodyfikować leczenie i zadbać o szczegółową dokumentację. Próżno liczyć na to, że zostanie mu jeszcze czas na szczerą rozmowę z pacjentem oraz wsparcie w zakresie zmiany nawyków. Nie lepiej sytuacja ma się w przypadku hospitalizacji, kiedy interwencje z zakresu stylu życia redukują się najczęściej do lakonicznych formułek w zaleceniach na karcie wypisowej.

Ale jeśli nie nasz lekarz to kto ma nas wspierać w wybieraniu tego, co zdrowsze? Edukacji zdrowotnej i psychoedukacji próżno szukać przecież także w szkołach, więc nie mając wykształcenia kierunkowego trudno nie zagubić się w zalewie coraz powszechniejszej “medycyny opartej na celebrytach” królującej w mediach społecznościowych, gdzie niemal każda popularna postać sprzedaje swoje sposoby na szczupłą talię, zdrowe jelita i świetny nastrój, nierzadko reklamując przy tym stosowne suplementy czy zabiegi.

Modne diety zmieniają się co sezon, reklamy suplementów krzyczą do nas z ekranów telewizorów i odbiorników radiowych, a aktorki i piosenkarze doradzają jak zadbać o naturalną odporność krytykując przy tym szczepienia. Żyjemy w świecie, w którym zasięg publikowanych treści zależy głównie od popularności autora postu, niekoniecznie idąc w parze z wiarygodnością i rzetelnością informacji. A tego jak weryfikować informacje i wychwytywać fake-newsy niestety także nie dowiemy się w ramach standardowych zajęć lekcyjnych w toku edukacji. Stąd gruntowne rozeznanie w sprawach zdrowia wydaje się coraz istotniejszym atrybutem lekarzy, którzy dotychczas koncentrowali się głównie na tym jak leczyć chorobę, a nie jak jej zapobiegać.

Być może najwyższy czas odrzucić wszechobecną w medycynie paternalistyczną relację terapeutyczną, w której pacjenta postrzega się jako niezdolnego do samodzielnego kierowania swoim postępowaniem i w końcu przestać pozbawiać go realnego wpływu na proces leczenia. Wydaje się, że jedyną metodą na uniknięcie całkowitego krachu systemu opieki zdrowotnej w starzejącym się społeczeństwie jest skuteczne zapobieganie chorobom cywilizacyjnym, a więc przede wszystkim inwestycja w zdrowie. Warto nie tylko edukować, i to od najwcześniejszych lat, ale także wspierać pacjentów w budowaniu ich własnych zasobów umożliwiających im aktywny udział w leczeniu i realną zmianę. A przede wszystkim uwierzyć, że ta zmiana naprawdę ma znaczenie!

 

Tekst ukazał się na łamach „Panaceum” – pisma Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi w numerze 3/2022. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.